<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-8166424315127378528</id><updated>2012-03-20T21:40:45.488-07:00</updated><category term='Martaroom'/><category term='bookcorner'/><category term='Knittingcorner'/><title type='text'>Corners</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://seekthecorners.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8166424315127378528/posts/default'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://seekthecorners.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Hannah</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10012824910534667153</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_3yP04zKY14w/TBf3CpUA16I/AAAAAAAAAAM/ImaJgAVo6mo/S220/avatar.JPG'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>7</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>25</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8166424315127378528.post-7236159115317692132</id><published>2010-12-31T12:41:00.000-08:00</published><updated>2010-12-31T12:56:10.913-08:00</updated><title type='text'>Życzenia</title><content type='html'>Dawno dawno temu był sobie młody chłopak imieniem Samuel August. Generalnie uważał, że życie jest świetną przygodą, a zwłaszcza tego dnia kiedy usłyszał, że istnieje możliwość wzięcia w dzierżawę plebanii w Naas. Samuel August pracował jako najemnik w gospodarstwie wuja i możliwość posiadania własnego gospodarstwa wydawała mu się darem niebios.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Udał się więc - w mróz i zawieruchę - do domu swoich rodziców, aby im o wszystkim opowiedzieć i poprosić o pomoc. Droga była ciężka - wspomniałam już mróz i zawieruchę, ale dodajmy że Samuel mierzył się z nią na piechotę przez wiele kilometrów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- O jakżem pragnął mieć rower - opowiadał swojej zasłuchanej córeczce - to aż dziwne, że z ziemi żaden nie wychynął, tak bardzo..."&lt;br /&gt;Przepełniony marzeniami około trzeciej nad ranem stanął w progu kuchni rodziców i podzielił się z nimi nowiną. Byli sceptyczni, przynajmniej na początku, ale Samuel marzył i przekonywał wytrwale i zdołał ich przekabacić. I stało się tak jak pragnął i marzył, choć żaden rower z ziemi nie wyrósł, niestety.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W ten sposób Samuel August z Sevedstorp dotarł do Naas, gdzie spędził resztę życia, poślubił Hannę, dziewczynę, którą upatrzył sobie już na egzaminie w drugiej klasie szkoły podstawowej kiedy to zarzucając warkocze na plecy rezolutnie i bezbłędnie odpowiadała na pytania nauczycielki; pokochał tę ziemię i ludzi, którzy na niej pracowali i uczynił świat odrobinę lepszym.&lt;br /&gt;Jego córka dorosła i została Astrid Lindgren, opowiedziała tę historię i do dziś można ją przeczytać w książce "Samuel August z Sevedstorp i Hanna z Hult".&lt;br /&gt;A na Nowy Rok życzę sobie i tym, którzy tu zaglądają właśnie tego - żebyśmy umieli marzyć tak mocno i tak wytrwale i pracować z zapałem nad spełnieniem naszych marzeń i żeby przez to świat stawał sie odrobinę lepszy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8166424315127378528-7236159115317692132?l=seekthecorners.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://seekthecorners.blogspot.com/feeds/7236159115317692132/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://seekthecorners.blogspot.com/2010/12/zyczenia.html#comment-form' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8166424315127378528/posts/default/7236159115317692132'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8166424315127378528/posts/default/7236159115317692132'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://seekthecorners.blogspot.com/2010/12/zyczenia.html' title='Życzenia'/><author><name>Hannah</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10012824910534667153</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_3yP04zKY14w/TBf3CpUA16I/AAAAAAAAAAM/ImaJgAVo6mo/S220/avatar.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8166424315127378528.post-7219764890062436653</id><published>2010-08-16T06:28:00.000-07:00</published><updated>2010-08-16T06:46:01.299-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Martaroom'/><title type='text'>W Bullerbyn jest zawsze wesoło..../It is always funny in the Noisy Village</title><content type='html'>Zwłaszcza jeśli czyta się o nich z moją córeczką. Czytanie polega na razie głównie na oglądaniu rysunków (Marta) i opowiadaniu o nich (ja).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powstają jednak pytania natury nazewniczej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O ile Britta i Lisa są ogromnie fascynujące jako słowa o tyle już z chłopcami gorzej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- To jest Olle.&lt;br /&gt;- Gołe?&lt;br /&gt;- Nie, nie gołe, Olle.&lt;br /&gt;- Ale on ma gołe nogi.&lt;br /&gt;- No ma... ale na imię mu Olle. A to jest Bosse.&lt;br /&gt;- Bosse? Ale on ma buciki....&lt;br /&gt;- No ma, a to jego imię jest. Tak miewają chłopcy na imię w Szwecji. Bos-se.&lt;br /&gt;- A czemmu?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Od tej pory, jako że Bo (znany dotychczas jako Bosse) nosi buciki musi zmienić imię na takie odzwierciedlające stan faktyczny. Może się na przykład nazywać Gołłe.&lt;br /&gt;Czasami strasznie trudno mi utrzymać powagę kiedy czytam z moją córeczką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 102, 204);"&gt;I'll try to translate my daugther's creative approach to language as best I can. Some footnotes might prove necessary :)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 102, 204);"&gt;We are currently reading Astrid Lindgren's Children of the Noisy Village. (Well, watching pictures mostly) The boys' names are somewhat puzzling to my (nearly) three year old daughter.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 102, 204);"&gt;There is a boy named Bosse e.g. However, the word bose (pronounced exactly the same way) means "barfoot" in Polish.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 102, 204);"&gt;Unyelding logic of the three year old mind does not allow for such inconsistency, as the boy in question does wear shoes. Bosse cannot therefore be named Bosse.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 102, 204);"&gt;Because on the other hand he doesn't wear any socks and runs around in bare legs he can be called Barre.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 102, 204);"&gt;It is sometimes very difficult to keep a straight face when reading with my girl.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8166424315127378528-7219764890062436653?l=seekthecorners.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://seekthecorners.blogspot.com/feeds/7219764890062436653/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://seekthecorners.blogspot.com/2010/08/w-bullerbyn-jest-zawsze-wesooit-is.html#comment-form' title='2 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8166424315127378528/posts/default/7219764890062436653'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8166424315127378528/posts/default/7219764890062436653'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://seekthecorners.blogspot.com/2010/08/w-bullerbyn-jest-zawsze-wesooit-is.html' title='W Bullerbyn jest zawsze wesoło..../It is always funny in the Noisy Village'/><author><name>Hannah</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10012824910534667153</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_3yP04zKY14w/TBf3CpUA16I/AAAAAAAAAAM/ImaJgAVo6mo/S220/avatar.JPG'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8166424315127378528.post-3345734920260174538</id><published>2010-08-07T13:39:00.000-07:00</published><updated>2010-08-07T14:03:47.756-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bookcorner'/><title type='text'>Radujcie się wraz ze mną/Rejoice with me</title><content type='html'>Z pewną taką zazdrością czytywałam i słuchałam dotychczas opowieści o polowaniach w antykwariatach, gdzie kolejni wytrwali poszukiwacze nagradzani byli łupami wartości bezmiernej.&lt;br /&gt;Miałam wrażenie, że antykwariaty niezbyt mnie lubią i kryją swoje skarby głębiej w momencie gdy przechodzę przez próg. Aż do dzisiaj.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie był to właściwie antykwariat, a ciuchland z kartonem książek (więc być może, że klątwa antykwariatowa wciąż pozostaje w mocy...) W tymże kartonie, starannie ukryta znajdowała się książka Maggie O'Farrell! My lover's lover, ni mniej ni więcej. A że ostatnio kierowana impulsem nabyłam Rebeccę Daphne du Maurier poczułam pewien taki dreszcz wzdłuż pleców, kiedy wyczytałam, że Lily jest współczesnym odpowiednikiem Rebeki (i Jane Eyre równocześnie, zapewnia recenzent). Czuję że to będzie karkołomne i interesujące. Gdybym wierzyła w książkowe przeznaczenie... ale wcale nie mówię, że nie wierzę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A największy szok czekał mnie przy ladzie. Kiedy podałam książkę usłyszałam "Dwadzieścia pięć centów".&lt;br /&gt;Wiecie co, niby tym lepiej dla mnie, ale to wręcz nieprzyzwoite. Cieszę się, że ją stamtąd zabrałam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 255);"&gt;It was always with certain envy, that I read/listened to stories about treasure hunting in second hand bookstores, rewarding the most skilled hunters with treasures beyond measure.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 255);"&gt;I had the impression the said bookstores somehow did not like me and used to hide their treasures even deeper the moment I stepped over the treshold. Until today.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 255);"&gt;It wasn't exactly a second hand bookstore, but second hand clothes store with a pack of books. (so it is possible the bookstore curse is still working...) In the pack, carefully hidden, there was a Maggie O'Farrell book. My lover's lover, no less. Recently, on an impulse I bought du Maurier's Rebecca, so I felt a certain chill down the spine when I read, "Lily is a twenty first century equivalent of Rebecca and of Jane Eyre too". This is gonna be good. If I'd believed in kind of bookish destiny... Wait a second, I never said I didn't.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 255);"&gt;But the biggest shock still awaited me at the till. When I handed over the book I heard "25 cent, please".&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 255);"&gt;You know what, of course, all the better for me, but this is actually kind of indecent. I'm glad I took it away from this kind of place.&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8166424315127378528-3345734920260174538?l=seekthecorners.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://seekthecorners.blogspot.com/feeds/3345734920260174538/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://seekthecorners.blogspot.com/2010/08/radujcie-sie-wraz-ze-mnarejoice-with-me.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8166424315127378528/posts/default/3345734920260174538'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8166424315127378528/posts/default/3345734920260174538'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://seekthecorners.blogspot.com/2010/08/radujcie-sie-wraz-ze-mnarejoice-with-me.html' title='Radujcie się wraz ze mną/Rejoice with me'/><author><name>Hannah</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10012824910534667153</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_3yP04zKY14w/TBf3CpUA16I/AAAAAAAAAAM/ImaJgAVo6mo/S220/avatar.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8166424315127378528.post-4519509296863605071</id><published>2010-08-03T05:57:00.000-07:00</published><updated>2010-08-06T01:25:23.816-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bookcorner'/><title type='text'>Mozaika/Mosaic</title><content type='html'>Zniknięcia Esme Lennox /&lt;span style="color: rgb(102, 51, 255);"&gt; Vanishing Act of Esme Lennox&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W jednym z wywiadów Maggie O’Farrel powiedziała, że spędziła wiele miesięcy nad Panią Dalloway, analizując ją zdanie po zdaniu w namiętnym pragnieniu zrozumienia „jak ona to robi”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rozumiem to uczucie, bo sama mam ochotę podobnie zanalizować „Zniknięcia..” dręczy mnie jednak mgliste przeczucie daremności takiego zadania. To bardzo irytujące przeczucie. I oczywiście nie powstrzymuje przed próbowaniem, co jeszcze się przyczynia do wzrostu frustracji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytanie „Zniknięć...” przypomina przeglądanie albumów ze zdjęciami – tymi pstrykanymi  pośpiesznie, często bezmyślnie aparatem cyfrowym i tymi ustawianymi kunsztownie przed fotografem, z wodospadem w tle, jakże rozczulającym dziś w swej majestatycznej, nieukrywanej sztuczności, złudzeniu kontroli.&lt;br /&gt;Na ile zdjęcia takie oddają prawdę? Jaką prawdę mówią o chaotycznie dziś docierającym do nas świecie, bombardującym nas ilością wizualnych bodźców? Na ile przedstawiają rzeczywisty świat tych upozowanych dziewcząt, którym fotograf nakazał zapewne przybrać uroczo zamyślony wyraz twarzy? I kim jest ta wysoka dziewczyna, która nie potrafi usiedzieć spokojnie, której zamazaną sylwetkę można dostrzec tylko przyglądając się naprawdę uważnie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka jest więc skonstruowana jako ciąg epizodów – krótkich, a jednak bardzo znaczących ujęć z życia trzech kobiet. Zdjęcia zaczynają układać się w ciągi, żyją własnym życiem. Zanim człowiek się zorientuje wciąga się w tę układankę. Wobec tego chaotycznego zbioru klocków staje Iris, młoda kobieta, która niespodziewanie dowiaduje się, że ma krewną – Euphemię Esme Lennox, całkowicie wymazaną z historii rodzinnej i zamkniętą (na niemal sześćdziesiąt lat!) w azylu psychiatrycznym. Co mogło doprowadzić do tak drastycznie okrutnej decyzji?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytelnik jest w lepszej sytuacji – ma wgląd do albumu/układanki samej Esme i babki Iris, siostry Esme, Kitty. Iris nigdy już nie będzie mogła tam zajrzeć – umysł Kitty jest pogrążony w otchłaniach choroby Alzheimera, chaotyczny do kwadratu, komunikacja z babką jest dla Iris zamknięta.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego śledzenie trzech albumów, trzech zbiorów klocków, próbowanie odtworzenia związków między tymi chaotycznymi ujęciami, poukładania obrazu jest tak fascynujące?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Maggie O’Farrell jest dobrym „fotografem” ma dar dobierania ujęć i nasycania ich niezwykłą intensywnością, ma też dar dobierania detali, które mówią o postaciach więcej niż elaboraty. Nie przypominam sobie ani jednej linijki, która byłaby bezpośrednią charakterystyką psychiki bohaterek, a jednak są one tak prawdziwe, stają się bliskie, ma się poczucie, że oto tyle się o nich wie (bardzo to mylące poczucie). Zawsze dostajemy tyle danych, aby móc konstruować bardzo różne teorie, przewracając niecierpliwie kartki aby je zweryfikować. A dopiero później orientujemy się, ile tych detali nam umknęło, wśród nich te najbardziej znaczące.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Hania B w swojej recenzji zauważyła, że dzięki tej książce nie dowiadujemy się niczego naprawdę nowego ani o młodych kobietach ani o życiu. Jestem w stanie się z tym zgodzić o tyle, że książka uobecnia pewien paradoks życia – o ile wszystko płynie, wszystko się zmienia, o tyle równocześnie nie masz nic nowego pod słońcem. Rzeczywiście, ta książka nie mówi nic nowego o życiu – mówi o codziennych decyzjach, drobnych i wielkich – których nawet nie postrzegamy w kategoriach walki dobra ze złem – bylibyśmy zażenowani używając tak wielkich słów. A jednak to one składają się na ciąg momentów zwrotnych, który nam tak często umyka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Konstrukcyjnie jest ta książka rozwiązana frustrująco prosto. Przeplatają się dwie linie czasowe – przeszłość wspomnień Esme i teraźniejszość Iris, która próbuje ułożyć układankę. Nawet na najprostszym gramatycznie poziomie książka jest przemyślana i czasy – przeszły i teraźniejszy – stosowane są bardzo uważnie. W układance Iris przeważa czas teraźniejszy. Aby oddać szczególne odczuwanie czasu przez Esme, teraźniejszą realność z jaką odczuwa niektóre wydarzenia z przeszłości autorka starannie miesza czasy gramatyczne, ani przez moment nie stwarzając wrażenia chaosu. Monolog wewnętrzny Kitty, zagubionej w labiryntach własnego umysłu, mieszającej przeszłość z teraźniejszością i przeskakującej na coraz to inny temat przy najróżniejszych impulsach jest majstersztykiem sam w sobie. Zdania są krótkie, urywane, podobnie jak obrazy wywoływane w wyobraźni. Esme jako młoda dziewczyna która znowu zgubiła rękawiczki przed kolejnym przyjęciem. Esme jako mała dziewczynka zupełnie sama z Hugo w dziecinnym pokoju wielkiego domu w Indiach kolonialnych, spustoszonego przez nagły wybuch epidemii. Iris z wiadrem wody i mopem, Iris rozmawiająca z Alexem i wrzucająca mu oliwkę za koszulę, kiedy zostaje nazwana czarownicą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak to się dzieje, że te krótkie ujęcia są tak intensywne i nasycone życiem? Jak to się dzieje, że pod koniec nagle zaczynają tworzyć nierozerwalną całość i w sposób nieuchronny prowadzić do finału?  iedy chaos rozsypanych kawałków na naszych oczach zmienia się w ostatnie ujęcie dwóch kobiet – niska siedzi, wysoka stoi - a my układamy ostatnie kawałki po to aby odkryć że ten mrok, wypełzający spod sztucznej góry jest niczym potwór wyciągający łapy po tę wysoką jesteśmy w szoku na równi z Iris, nawet jeśli dostrzegaliśmy przebłyski wcześniej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właśnie to mnie zdumiewa – jak chaos tych rozsypanych klocków nagle zostaje ułożony, kiedy orientujemy się, że w tym szaleństwie kompozycyjnym była jak najbardziej metoda. Że te fragmenty były urywane w bardzo przemyślanych momentach, nitki przeplatane jak najbardziej celowo. I że w tym była magia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak ona to robi?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 51, 255);"&gt;In one of her interviews Maggie O’Farrell mentioned, she’d been poring over Mrs Dalloway for several months in a passionate attempt to simply understand „how did Virginia do it”... &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 51, 255);"&gt;Well, I certainly understand that impulse, as this is exactly what I felt, when reading “Vanishing acts of Esme Lennox”, but somehow I have a feeling, the attempt would be futile. A very frustrating feeling, I might add. This doesn’t stop me from trying of course, just adds a frustration factor into equation. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 51, 255);"&gt;Reading “The Vanishing Acts..” is like flipping pages of two photo albums – one is contemporary, full of hasty digital camera snapshots and the other one – where girls are carefully posed in front of a waterfall – funny in its majestic artificiality and illusion of control. How much of truth do the pictures reveal? What do they tell us about the people caught in contemporary world, bombarded with visual impulses? How much do the pictures tell about these posing girls, most likely requested to make a thoughtful and romantic face? And who is this tall girl, unable to sit still, and you can only notice her blurred silhouette if watching really closely? The book is constructed as a stream of episodes – short and yet extremely significant snapshots of the lives of three women. The pictures suddenly start to create links, live their own life. Before you know it you are drawn into the puzzle. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 51, 255);"&gt;The chaotic collection of puzzle pieces is presented for Iris, a young woman who finds out she has a relative – an aunt by name Euphemia Esme Lennox, erased from family history and locked (for nearly sixty years!) in psychiatric asylum. What was the reason of this drastically cruel decision?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 51, 255);"&gt;The reader is in a better situation – we have access to albums/puzzles of Esme and her sister, Iris’ grandmother, Kitty. For Iris Kitty’s mind is locked and closed beyond access, lost in the labyrinth of Alzheimer’s. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 51, 255);"&gt;Why is it so fascinating, to follow the three albums/puzzles, to try to recreate the links, to get the whole picture? &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 51, 255);"&gt;Maggie O’Farrell is a good “photographer”, she has a gift of selecting the shots and saturating them with intensity, she also has an eye for details, details which speak volumes of characters. I cannot recall a single line which would be a direct characterisation, and yet the people are so vivid and multi-dimentional, so real and close to us we have the impression we know so much about them (a very misleading impression, by the way). We always get just enough data to create different theories, flipping the pages impatiently just to verify them. It is only at the very end, that we realize, how many of the details we missed, most significant ones among them. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 51, 255);"&gt;The construction of the book is frustratingly simple (on the first sight, that is). Two timelines intertwine – Esme’s past, Iris’ present, when she is trying to put the puzzle together. Even on the simplest grammatical level the book is very thoughtfully planned and the tenses are applied carefully with attention to the whole picture. In Iris’ puzzle we mostly have the present tense – adding to the feel of urgency and the strength of Iris’ personality. To give the idea of Esme’s feeling of time – the present reality some past events have for her the tenses are carefully mixed, without creating a chaos for a second. The inner monologue of Kitty, who is completely lost in the labyrinths of her own mind, mixing past and present, changing subjects on most chaotic impulses is a masterpiece. The sentences are short, kind of interrupted, like pictures in our mind. Esme as an impatient young girl, who has lost her gloves on another party. Esme as a child, abandoned, all alone in the nursery with Hugo, in the huge family house in colonial India, a house deserted because of an epidemic outburst. Iris with a bucket and a mop in sunlight. Iris, talking to Alex and dropping an olive down his shirt, when he calls her a witch. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 51, 255);"&gt;How come that this abrupt pictures are so vivid, full of life and make us care so much? &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 51, 255);"&gt;And when the chaos of pieces starts making it’s terrifying sense, turning into a snapshot of two women – one sitting, one standing, when we put the last pieces in, speedily, and then discover the shade from under the mountain is actually a shape of a monster reaching out for the tall girl we are shocked just as Iris is, even if we did guess a bit earlier on. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 51, 255);"&gt;This is what amazes me all the time – how the chaos of all the pieces is suddenly put to order, how there was method in this madness all along. All the pieces were interrupted at exactly the right time, all the yarns plied purposefully. That there was magic in the madness as well.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 51, 255);"&gt;How does she do this? &lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8166424315127378528-4519509296863605071?l=seekthecorners.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://seekthecorners.blogspot.com/feeds/4519509296863605071/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://seekthecorners.blogspot.com/2010/08/mozaikamosaic.html#comment-form' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8166424315127378528/posts/default/4519509296863605071'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8166424315127378528/posts/default/4519509296863605071'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://seekthecorners.blogspot.com/2010/08/mozaikamosaic.html' title='Mozaika/Mosaic'/><author><name>Hannah</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10012824910534667153</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_3yP04zKY14w/TBf3CpUA16I/AAAAAAAAAAM/ImaJgAVo6mo/S220/avatar.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8166424315127378528.post-7722750083869163135</id><published>2010-07-22T13:33:00.001-07:00</published><updated>2010-07-22T13:55:54.182-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Knittingcorner'/><title type='text'>Prosta matematyka/Simple math</title><content type='html'>&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;To naprawdę brzmi jak zadanie ze szkoły podstawowej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Na wydzierganie &lt;/span&gt;&lt;a style="color: rgb(0, 0, 0);" href="http://www.ravelry.com/patterns/library/fleeting"&gt;swetra&lt;/a&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt; Kim zużyła 12 motków włóczki po 130 metrów każdy.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Hannah próbuje wydziergać ten sam sweter, z użyciem włóczki po 110 metrów w motku.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Ile motków potrzebuje Hannah żeby wydziergać cały sweter? Czy wystarczy jej 17 motków? Przyjmij, że grubość drutów oraz włóczki i próbka są takie same w obu przypadkach.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Odpowiedź: 12x130/11o = 14.18 czyli w przybliżeniu 15 motków. 17 powinno wystarczyć z hukiem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 51, 255);"&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 0, 204);"&gt;It really sounds like simple math on primary school level.&lt;/span&gt;  &lt;span style="color: rgb(102, 0, 204);"&gt;For knitting &lt;a href="http://www.ravelry.com/patterns/library/fleeting"&gt;a sweater&lt;/a&gt; Kim used up 12 skeins of yarn, 130 m each.&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 0, 204);"&gt;Hannah is trying to knit this sweater in different yarn, 110 m per skein. How many skeins does Hannah need in order to knit the whole sweater? Is 17 skeins enough?&lt;/span&gt; &lt;span style="color: rgb(102, 0, 204);"&gt;Assume the needle size, yarn weight and tension are the same in both cases.&lt;/span&gt;  &lt;span style="color: rgb(102, 0, 204);"&gt;The Answer: 12x130/110 = 14.18 which makes approx 15 skeins.  17 is more than enough&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(0, 0, 0);"&gt;Więc jak to się dzieje? Nie osiągnęłam jeszcze nawet podkroju pachy dziergając tył, a już napoczęłam piąty motek. Przy tym tempie w optymistycznych szacunkach na rękawy zostanie mi siedem motków, nie jestem pewna czy to wystarczy. Ale postanowiłam trwać wbrew przeczuciom. Piękno i logika matematyki, nie powinny zawodzić. Trzymajcie kciuki!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 0, 204);"&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 51, 255);"&gt;So how is this happening? I didn't reach the armhole shaping yet on the back and the 5.th skein is started. By this speed in optimistic prognostics I will be left with just as much as 7 skeins for sleeves, which might prove tricky. But I decided to persevere against all odds of premonition. The beauty of math should never let people down. Keep your fingers crossed!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8166424315127378528-7722750083869163135?l=seekthecorners.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://seekthecorners.blogspot.com/feeds/7722750083869163135/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://seekthecorners.blogspot.com/2010/07/prosta-matematykasimple-math.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8166424315127378528/posts/default/7722750083869163135'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8166424315127378528/posts/default/7722750083869163135'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://seekthecorners.blogspot.com/2010/07/prosta-matematykasimple-math.html' title='Prosta matematyka/Simple math'/><author><name>Hannah</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10012824910534667153</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_3yP04zKY14w/TBf3CpUA16I/AAAAAAAAAAM/ImaJgAVo6mo/S220/avatar.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8166424315127378528.post-6325793872914864539</id><published>2010-07-05T02:19:00.001-07:00</published><updated>2010-07-05T03:10:42.414-07:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='bookcorner'/><title type='text'>Chemia stosowana/ Applied chemistry</title><content type='html'>Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam – &lt;a href="http://miastoksiazek.blox.pl/"&gt;miasto książek&lt;/a&gt;  jest niebezpiecznym blogiem. Ledwie się człowiek rozejrzy rosną mu stosiki na biurku, stołach i laptopie i nie tylko. Stosiki są malownicze, intrygujące i tak dalej, ale doba wciąż ma zaledwie dwadzieścia cztery godziny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No ale też stosiki prowadzą do poznania Flavii de Luce, więc będę się dalej narażać, z całą pewnością.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Alan Bradley przestrzega najlepszych tradycji Hitchcocka – zaczyna się od wybuchu, a potem może już być tylko ciekawiej. Poznajemy więc Flavię w momencie gdy – uwolniwszy się z więzów i zarzuciwszy warkocze w pozycji bojowej na plecy – za pomocą spinki do włosów otwiera drzwi szafy, w której ją uwięziono. Czy można po czymś takim odłożyć książkę? Ja nie potrafiłam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zaczęłam wręcz współczuć jej oprawcom, zwłaszcza gdy Flavia zaprowadziła mnie na piętro tego ogromnego samotnego domu w którym mieszka i pokazała laboratorium jej szalonego przodka naukowca, w którym to laboratorium dziewczę nasze oddaje się swojej pasji do chemii, ze szczególnym uwzględnieniem trucizn.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No a dalej jest tylko ciekawiej, jak już wspomniałam. Najpierw pojawia się cała gama postaci z Dickensem w tle – szalony tatuś filatelista, przedziwna gospodyni i jej ciasto z kremem, zdaniem Flavii godne chleba krasnoludów, jeszcze dziwniejszy szofer, no i dziewczęta o uroczych imionach Daphne i Ophelia, które to dziewczęta siostry Kopciuszka wpędziłyby w potężny kompleks niższości. Orientujemy się dość szybko że Flavia nie jest typowym Kopciuszkiem. Wszyscy, którzy mają rodzeństwo i oczywiście kochają je... na ogół.. no więc wszyscy oni serdecznie się uśmieją czytając o siostrach de Luce. Potem pojawia się martwy ptak na progu, a potem rudy trup w ogrodzie... Oczywiste, że Flavia nie może tego tak zostawić prawda?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza rozlicznymi wybuchami śmiechu, przeplatanymi z nieoczekiwaną czułością, gryzieniem palców i innymi rozrywkami tego typu książka zapewnia też inne atrakcje. Jest napisana z szacunkiem dla czytelnika,który, jak wiemy, nie lubi się nudzić, nie lubi papierowych postaci i monotonii donikąd nie prowadzącej. Ta książka iskrzy i nie pozwala się nudzić.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co mnie szczególnie ujęło – to fakt, że autor nie wpadł w pułapkę Lemony Snicketa. Nie znajdziemy tu nużących na dłuższą metę powtarzanych trików, irytujących sztuczną genialnością dzieciaków i papierowych łotrów. Flavia jako narrator jest akurat na tyle dziecinnie zarozumiała i przekonana o własnej nieomylności, ile jest niezbędne, aby uwiarygodnić jej sposób myślenia i ubawić czytelnika. Jak można jedną postać uczynić równocześnie irytującą i czarującą? Zastanawiam się wręcz czy nie kupić córeczce zestawu „Mały chemik” w bliżej nieokreślonej przyszłości. Jeśli miałby zapewnić podobny poziom niezależności, ciekawości świata, inteligencji i chęci przygód - kto wie... Może ta odrobina zarozumiałości nie będzie taka zła. Tylko trzeba uważać – to zdumiewające, do jakich wniosków potrafi dojść młody, nieskażony stereotypami umysł w zetknięciu z laboratorium chemicznym. A oglądanie dorosłych w krzywym zwierciadle spojrzenia Flavii jest równie niebezpieczne, wybuchy śmiechu mogą bowiem osiągnąć zbyt wysoki poziom decybeli.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co mnie ujęło jeszcze bardziej – to że autor tworząc galerię archetypowych niemal postaci nie poddał się stereotypom i wzbogacił wzajemne relacje tychże postaci. To że potrafił tak otoczenie godne horroru i realizmu magicznego (ileż znajdziemy domów z laboratorium chemicznym na piętrze i pierwszym wydaniem Żywiołów Lavoisiera w bibliotece? Nawet w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku – w których umiejscowiona jest akcja – domy takie nie były chyba zbyt powszechne) – uczynić realnym w młodzieżowej powieści kryminalnej, nie tracąc nic z jego magii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak, ta książka też ma w sobie magię, zdecydowanie. No i oczywiście zagadkę kryminalną, komedię, łamigłówkę, sztuczki magiczne i masę innych tajemnic, które sprawiają, że jest taką świetną rozrywką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Całe szczęście, że są już dalsze tomy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 102, 204);"&gt;I tell you solemnly, Miasto książek is a dangerous blog. Before you know it you are surrounded by bookpiles on your table, shelves and laptop. The piles are very pictoresque, intriguing and so on, but the day was still limited to 24 hours last time I checked.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 102, 204);"&gt;Bradley is following the golden rule of Hitchcock – things start with an explosion, after which it only gets better. So we get to know Flavia when – having freed herself from bounds – she puts her plaits in “ready for combat” position and by use of a hairpin – gets out of the closet in which she was held captive. Could you help feeling captivated? Well, I couldn’t. I almost had compassion for her persecutors, especially when she lead me upstairs and showed a chemical laboratory which her “crazy scientist” uncle had created and equipped beautifully. Here, in her sanctum sanctorum Flavia can relish in her passion for chemistry, with a special twist for poisons.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 102, 204);"&gt;After which it only gets better, as I already mentioned. First we encounter a bunch of equally exotic characters with a bit of Dickensian air about them – the crazy philatelist father, the strange housekeeper and her custard pie – for Flavia equal with dwarfs bread, an even stranger chauffeur/gardener/jack of all trades and charming girls by names of Daphne and Ophelia, girls which would give Cinderella’s sisters huge minority complex. We soon find out, that Flavia is by no means a traditional Cinderella. Everyone who has siblings and loves them of course… well, most of the time anyway… – every such person will laugh out loud reading about the De Luce sisters.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 102, 204);"&gt;After which a dead bird is found on the doorstep and a redheaded cadaver in the garden (cucumbers section). Of course Flavia cannot leave it as it is, can she?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 102, 204);"&gt;Apart from numerous laughing bursts combined with unexpected tenderness bouts plus occasional biting your fingernails in anticipation, the book provides other attractions as well. It respects the reader, who, as we all know, hates to be bored, hates paper-like characters and monotony leading nowhere. This book has a sparkle. It doesn’t allow you to get bored.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 102, 204);"&gt;The most touching part for me – the author somehow avoided falling into Lemony Snicket trap. We won’t find the same tricks repeated all over again till they get boring, there won’t be genius children becoming overly annoying and finally making you indifferent; the villains won’t be ridiculous instead of scary. As a narrator Flavia possesses the precise degree of annoyingness – by which I mean enough to make the character credible, but not enough to make her actually unbearably annoying.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 102, 204);"&gt;How is it possible to make the single character irritating and charming at the same time? Maybe I should consider buying a chemistry set for my daughter – if it provides the same amount of independence, curiosity, adventurousness and intelligence – well, I can deal with a bit of annoyingness. I need to be careful though – it is amazing – the conclusions a young, unspoilt, unconventional mind can reach in contact with a chemical laboratory. Plus watching grown ups through the eyes of the aforementioned mind is dangerous, your laughing bursts can reach to high level of decibels.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 102, 204);"&gt;The next most touching part for me is yet another trap avoided by the author. Creating a set of nearly archetypical characters he managed to escape stereotypes and enrich the interactions and ties between them. He managed to create surroundings fit for horror or magical realism (how many mansions can be found with a laboratory in the attic and the first edition of Lavoisier’s Elements in the library? I bet even in the 50. they must have been scarce) – and make these surroundings credible in detective fiction for children without losing any of it’s magic.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 102, 204);"&gt;Yes, this book has magic, definitely. Of course it also has a mystery, comedy, puzzle, magical tricks and lots of other elements which make it perfect entertainment., Fortunately, there are next instalments in the series already...&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8166424315127378528-6325793872914864539?l=seekthecorners.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://seekthecorners.blogspot.com/feeds/6325793872914864539/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://seekthecorners.blogspot.com/2010/07/chemia-stosowana-applied-chemistry.html#comment-form' title='0 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8166424315127378528/posts/default/6325793872914864539'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8166424315127378528/posts/default/6325793872914864539'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://seekthecorners.blogspot.com/2010/07/chemia-stosowana-applied-chemistry.html' title='Chemia stosowana/ Applied chemistry'/><author><name>Hannah</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10012824910534667153</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_3yP04zKY14w/TBf3CpUA16I/AAAAAAAAAAM/ImaJgAVo6mo/S220/avatar.JPG'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8166424315127378528.post-3160469857958570772</id><published>2010-06-15T00:45:00.000-07:00</published><updated>2010-06-16T01:28:33.532-07:00</updated><title type='text'>Poczatki/Beginnings</title><content type='html'>&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;Wszystko zaczelo sie od poszukiwania domu. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;No coz, tak naprawde wszystko zaczelo sie znacznie wczesniej od moich babc, ich babc i ich domow, ale to inna historia i opowiemy ja innym razem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;W kazdym razie znalezlismy ten idealny. Duzy, zabawny, pelen zakamarkow i z kabina prysznicowa w jednym z pokojow. (Nie, nie zartuje).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;I wtedy wlasnie wtracil sie bank i oznajmil, ze nie, nie mozemy go miec.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;Chyba wlasnie wtedy postanowilam zalozyc bloga - moje wlasne miejsce pelne zakamarkow (no, moze bez prysznica). Specjalny kacik z ktorego beda sie wysypywac ksiazki, inny na wloczki, druty, a moze nawet na moje krosno wciaz jedynie wymarzone, inny na filmy a jeszcze inny na gramatyke, jezyki i tlumaczenia (Tak. Lubie gramatyke, nawet bardzo).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;Nie zdawalam sobie sprawy, ze najwyrazniej bedzie to tez miejsce pelne nawiasow. W kazdym razie zapraszam.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 51, 255);font-family:georgia;" &gt;It all started with a house. Well, actually it started a lot earlier, with my grandmothers, their grandmothers and their own houses, but that is a different story and should be told at a different time.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 51, 255);font-family:georgia;" &gt;Anyway, we found the ideal one. Big, funny, full of hidden corners and with a shower cabin in one of the rooms (no kidding).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 51, 255);font-family:georgia;" &gt;Then the bank came in and decided, that no, we are not allowed to have this house.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 51, 255);font-family:georgia;" &gt;I think this was the moment when I got the first idea. My own place, full of hidden corners (well, maybe without the shower cabin). A place with books pouring out of one corner, another one full of yarns and needles, maybe even the loom I still only dream of, yet another one for languages, grammar, dictionaries and translations (Yes, I do love grammar, very much indeed).&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(51, 51, 255);font-family:georgia;" &gt;I did not realize it will be a place full of parenthesis as well. Anyway, feel invited.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8166424315127378528-3160469857958570772?l=seekthecorners.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://seekthecorners.blogspot.com/feeds/3160469857958570772/comments/default' title='Post Comments'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://seekthecorners.blogspot.com/2010/06/poczatki.html#comment-form' title='1 Comments'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8166424315127378528/posts/default/3160469857958570772'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8166424315127378528/posts/default/3160469857958570772'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://seekthecorners.blogspot.com/2010/06/poczatki.html' title='Poczatki/Beginnings'/><author><name>Hannah</name><uri>http://www.blogger.com/profile/10012824910534667153</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='21' src='http://4.bp.blogspot.com/_3yP04zKY14w/TBf3CpUA16I/AAAAAAAAAAM/ImaJgAVo6mo/S220/avatar.JPG'/></author><thr:total>1</thr:total></entry></feed>
